Jestem libertarianinem. Nie zostałem nim ani z kaprysu, ani z zasadniczej niechęci do instytucji państwa czy rządu, lecz w wyniku logicznego rozumowania i namysłu. Niestety, z ubolewaniem stwierdzam, że większość ludzi nie dostrzega tej logiki. Dzieje się tak nie bez przyczyny. To często my sami, libertarianie, nie potrafimy spójnie i skutecznie wyjaśnić, dlaczego większość ludzi – mimo że nieświadomie pielęgnuje libertariańskie wartości – ostatecznie popada w logiczną sprzeczność i nie dochodzi do tych samych wniosków co my.
Stanowisko umiarkowane w kwestii aborcji, czyli tzw. kompromis aborcyjny jest logiczną konkluzją zastosowania cnoty sprawiedliwości. Słyszalne są jednak zarzuty o brak logiki i konsekwencji w tym twierdzeniu. Dlaczego w jednym przypadku nikt nie miałby prawa dokonać aborcji, a w innym już tak? Albo inaczej – kto miałby o tym decydować? Czy prawo do aborcji to prawo człowieka, czy wręcz odwrotnie?
Od czasów starożytności, filozofowie i prawnicy dostrzegali w prawie coś więcej, niż tylko przepisy, mające regulować życie społeczeństwa. Dzięki temu myśl prawnicza ewoluowała, by w końcu stać się podstawą filozofii libertarian. Nie każdy podziela jednak te poglądy, a część ludzi całkowicie je odrzuca. Czy prawa naturalne są tylko ludzkim wymysłem, czy to coś realnie istniejącego?
Na to pytanie próbuję odpowiedzieć w rozmowie z Tomaszem Szadachem, konfrontując myśl libertariańską z poglądami środowiska prawniczego o naturze prawa.
Kontrast
Rozmiar tekstu