
„Moja planeta obraca się dookoła dwóch gwiazd, z których jedna jest niebieska, a druga czerwona. Może to prawda. Może nie. Może mieszkam na Ziemi, a podwójną gwiazdę wymyśliłam w tym momencie, żeby chronić Starego Przyjaciela. Nawet jeśli mnie o to podejrzewasz, proszę cię, abyś nie szukał ani mnie, ani jego”.
Takimi słowami otwiera się powieść „Stary Przyjaciel” Agnieszki Płonki — i nieprzypadkowo właśnie ten cytat przywołuję na początku. To zapowiedź nie tylko historii, ale i nastroju, w którym będzie ona opowiedziana. Pozornie jesteśmy w świecie science fiction: odległa planeta, dwa słońca, aura dystopii. I rzeczywiście, znajdziemy tu echa fantastyki naukowej. Ale z czasem staje się jasne, że to tylko część prawdy.
Autorka serwuje nam bowiem rzeczywistość podszytą symbolami, w której zderzają się echa nauki, mitologii i filozofii. Nazwy takie jak Fioletowe Podwórko, Daleka Północ, Embla Biała czy Górskie Miasto nadają tej historii raczej charakter onirycznej przypowieści, zbliżając ją klimatem do fantasy. A jednocześnie – co ciekawe – techniczno-cywilizacyjny krajobraz bardzo przypomina naszą współczesność. Miejscami niemal do złudzenia. W rezultacie otrzymujemy narrację zakorzenioną w realiach, ale odklejoną od nich wystarczająco, by zachować aurę tajemnicy. To stwarza unikalny klimat, który trudno z czymkolwiek porównać.
Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, z perspektywy Kasandry – głównej bohaterki. Styl przypomina pamiętnik lub długi list pisany po latach od opisywanych. Wymaga to od czytelnika skupienia i cierpliwości, tym bardziej że dwa pierwsze rozdziały są niemal całkowicie pozbawione dialogów. Płonka wykorzystuje je, by zbudować świat, osadzić wątki i przygotować nas na to, co dalej – ale tempo jest spokojne, miejscami wręcz kontemplacyjne.
Nie znajdziemy tu bowiem wartkiej akcji. Fabuła posuwa się naprzód, owszem, ale powoli – raczej jako pretekst do rozważań filozoficznych, analiz emocji i prób zrozumienia samej siebie przez główną bohaterkę. To powieść o wolności, samotności i prawdzie, która często potrafi być trudna do udźwignięcia. Nietrudno odnieść wrażenia, że głos Kasandry jest mocno przesiąknięty osobowością samej autorki.
Wiele mówi o tym poniższy fragment:
„Nie jest łatwo znaleźć ptaka, który wyleciałby z otwartej klatki. Większość jest straszna i nie poleci nigdy. Nie z braku wyboru. Z braku wolnej woli. Z wychowania pod jednym zimnym niebem, wytresowania maszyny, tak że nie da się już wskazać granic ich dusz. Ci, którzy znali tylko gang, wierzyli gangowi, dumni z jedynej dostępnej dla nich przynależności. Jeśli w świerkowym lesie spotkasz zamkniętego ptaka, nie rób tego co ja. Nie przytulaj go. A jeśli wskaże ci pociąg, nie wsiadaj. Schowaj się w mchu”.
Tego typu metaforycznych fragmentów jest w książce sporo. Mnie kupiły. Nie każdemu przypadną do gustu, ale jeśli tylko lubisz refleksyjną literaturę – lub jesteś gotów dać jej szansę – możesz znaleźć tu coś wartościowego.
Styl Płonki oceniam jako dojrzały i przemyślany. Owszem, są momenty słabsze, pewne zdania można by skrócić lub podzielić, ale w ogólnym rozrachunku warsztat autorki broni się bardzo dobrze. Zdarza się, że język nabiera poetyckiego oddechu (autorka wydała dwa tomy wierszy), ale nie popada w pretensjonalność. I to się ceni.
„Stary Przyjaciel” to powieść, która wymaga od czytelnika cierpliwości, uważności i gotowości na filozoficzną wędrówkę. Nie jest to książka, którą „łyka się na raz”. Raczej coś, co warto dawkować – jak dobre wino, które wymaga chwili, by wydobyć swój aromat.
Jeśli lubisz nietypowe formy narracji i opowieści, w których odpowiedzi otwierają jeszcze więcej pytań – sięgnij po tę książkę. A jeśli jeszcze nie wiesz, czy to Twój klimat – może właśnie ta historia pomoże Ci to odkryć.
Moja ocena: 7/10.
PS Autorka jest moją serdeczną koleżanką. Starałem się pozostać obiektywny, ale uczciwość wobec Ciebie, Szanowny Czytelniku, wymaga, bym zaznaczył ten kontekst. Powieść przypadła mi do gustu — choć nie jest to lektura bez skaz, ani pozycja, którą poleciłbym każdemu w ciemno.