Gdy Sławomir Mentzen rzucił niedawno w stronę Jarosława Kaczyńskiego oskarżenie o bycie „politycznym gangsterem”[1], wielu potraktowało to jako kolejną odsłonę brutalnej, politycznej nawalanki. Jednak z mojej perspektywy – perspektywy libertariańskiej, takie określenie przestaje być obelgą, a staje się niemal pojęciem analitycznym. W końcu czymże jest państwo, jeśli nie organizacją roszczącą sobie monopol na łamanie prawa do życia, wolności i własności obywateli na danym terytorium?