Czy znajdzie się osoba, która odważy się podważyć globalny sukces Stanisława Lema i jego artystyczny i intelektualny wkład w fantastykę naukową? Pytanie to zadaję nie bez przyczyny, ponieważ skrywa w sobie gorzki paradoks. Mimo bowiem niezaprzeczalnego wkładu Lema w budowanie polskiej potęgi science fiction, nie jestem pierwszym ani ostatnim, który dostrzega, że gatunek ten wciąż traktowany jest z rezerwą a wręcz jest ignorowany w polskim mainstreamie.